TAKT…

29 Lip TAKT…

Był moim pierwszym własnym koniem. Kupiony od Bergera 2,5 letni, niezajeżdżony ogier. Pięknie umaszczony brudny kasztan, tak naprawdę miał kolor czekolady mlecznej. (W sam raz dla juniora!).

20160511_161746

Teraz to wiem, że mój plan podbicia na nim polskich czworoboków już na wstępie skazany był na porażkę, ale co tam… Najpierw dzielnie, na tyle ile umiałam, przysposabiałam go do chodzenia na lonży. Potem ktoś polecił kaskadera, który mi go zajeździł. Po tygodniu już sama wsiadałam. Nie miałam pojęcia co robić z takim młodym koniem, ale powoli wszystko szło minimalnie do przodu Nie miałam wtedy dobrego trenera, który by wsiadał i korygował błędy. Wszystko na wyczucie musiałam robić sama. A sami wiecie, że to nic łatewgo. Takt był grzecznym, jezdnym koniem i jakoś tam ( w pewnym stopniu) rozwijał się przez pierwsze trzy – cztery lata. Startowałam w konkursach. Jeździłam C klasę, bez wybitnych wyników, ale gdzieś tam po środku stawki się plasowałam. Czasami były mniejsze lub większe sukcesiki. Potem nastał kryzys. Ja, nie wiedziałam kompletnie dlaczego, ale koń zaczął się wspinać. Cóz, jeździłam dalej, ale problem zamiast się rozwiązywać narastał. Potrafiłam przemaszerować na dwóch nogach dobre 20 metrów. Stawało się to już naprawdę niebezpieczne. Najgorsze było to, że znikąd nie było pomocy! Co gorsze większość osób stojących w hali (trenerów i zawodowców) szeptało coś po cichu zamiast pomóc w jakikolwiek sposób. Atmosfera w tamtej stajni była tragiczna, słyszałam jedynie obmawianie za plecami, głupie docinki i śmiechy, przez to traciłam motywację do działania. Starałam się jeździć jak nikt nie patrzył. Bardzo bałam się krytyki i oceny środowiska.

20160511_161540
W końcu przeniosłam się do innej stajni. Oczywiście problem wspinania w nowej stajni się sam nie rozwiązał, ale było tam trochę więcej przychylnych mi osób. Teraz nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby nie pomóc juniorowi z takim problemem, z jakim się wtedy borykałam. Nie dać mu paru wskazówek czy rad, a w ogóle nie wyobrażam sobie jak można się naśmiewać z kogokolwiek, kto walczy na koniu o przetrwanie i w każdej sekundzie narażony jest na poważny wypadek!

20160511_161312
Zastanawiałam się dlaczego tak się działo, że Takt z kochanego przyjaciela stał się niebezpiecznym draniem? Próbowałam lonżować na różnych patentach. Na lonży chodził super, a pod siodłem znowu w góre! Potem lonżowałam i wsiadałam, zmieniałam wędzidła i kombinowałam, wszystko i tak bezskutecznie. Teraz to dla mnie oczywiste, że gdy niedoświadczony jeździec trafi na młodego konia, to na ogół się tak kończy. Wtedy tego nie wiedziałam.To był naprawdę trudny czas. Wiedziałam tylko, że muszę coś zrobić, żeby z tego wybrnąć, ale mówię Wam, nie było łatwo…

No Comments

Post A Comment